Interpretacje w recytacji

TYGODNIK KULTURALNY, NR 36/73

Tadeusz Malak

Artykuł Tadeusza Malaka stanowi próbę przedstawienia niektórych problemów, związanych z interpretacją artystyczną recytacji. Publikując tekst, oparty na własnych doświadczeniach znanego aktora i recytatora, redakcja ma nadzieję, iż będzie on przydatny w praktyce naszego ruchu artystycznego, m.in. dla uczestników ogólnopolskich konkursów recytatorskich.

INTERPRETACJA TO SPOSÓB WYKONANIA, ODTWORZENIA, OŻYWIENIA UTWORU, SPOSÓB WYPOWIEDZENIA TEKSTU WIERSZA CZY PROZY; sposób, za pomocą którego tekst zamienia się w żywe słowo; w pojęciu interpretacja – mieści się zespół środków, użytych do uzyskania określonego wyrazu artystycznego.

Recytacja jest jedynym chyba rodzajem interpretacji artystycznej, w której słowo stanowi element podstawowy. Mówi się przecież, że recytacja jest sztuką żywego słowa. Oznacza to, że głównym terenem poszukiwań interpretacyjnych recytatora winna być praca nad słowem i tylko tutaj leży szansa wzbogacenia interpretacji.

Istnieją dwie tendencje wśród recytatorów. Niektórzy szukają środków interpretacyjnych koncentrując się w pracy nad samym słowem; nad techniką słowa, nad instrumentem mowy, nad opanowaniem i rozwijaniem środków wyrazu artystycznego. Drudzy pragną używać zdecydowanych chwytów zewnętrznych, stosując mniej lub bardziej umowny kostium, rekwizyty, efekty muzyczne itp. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że zewnętrzność w recytacji, nawet tej ascetycznej, warunki recytującego, jego ubiór, mimika twarzy, gesty czy zmiana sytuacji w czasie wygłaszania tekstu. Ta druga tendencja zaczyna mieć coraz więcej zwolenników. Twierdzą oni, że w tej dziedzinie leży szansa ożywienia współczesnej recytacji, że wzbogacenie wyrazu o środki zewnętrzne stwarza możliwości rozwoju tej sztuki. 

Czy rzeczywiście recytacja – jako sztuka – znajduje się w ślepym zaułku, skąd mogą ja wyprowadzić tylko efekty zewnętrzne? I czy propozycje tych rozwiązań należy odrzucić tylko dla zasady tradycyjnego pojmowania tej sztuki? Czy recytacja nie ma szans rozwoju bez tych dodatkowych zabiegów?

Są to pytania powtarzane coraz częściej wśród ludzi zajmujących się pracą nad żywym słowem. Jedno wydaje się być pewne: sięgamy po wzbogacenie wyrazu środkami zewnętrznymi dopiero wtedy, kiedy wykorzystaliśmy wszystkie możliwości  wnikania w głąb słowa. Pierwsza, podstawowa szansa recytacji tkwi w jej ascetyczności. Często rekwizyt chwytamy wtedy, kiedy nie starcza siły wewnętrznej; usiłujemy wygrać gestem brak pokrycia wewnętrznego. 

Obniżenie poziomu recytacji, upadek kultury słowa ma szerokie aspekty. Zaniedbania w tej dziedzinie zaczynają się bardzo wcześnie, już w procesie nauczania w szkole. Nie zwraca się właściwej uwagi na sposób wygłaszania, co gorsza: środki masowego przekazu mają tu swoje „zasługi”. Tak samo teatr zawodowy coraz bardziej zaniedbuje prace nad słowem; zwrot w stronę inscenizacji, widowiskowości obrazu, jako głównego elementu przedstawienia, nie dopinguje aktorów do pracy nad słowem. Wśród zawodowców coraz mniej tych, którzy słowu poświęcają równa uwagę jak działaniom. Tylko z opowieści starszych aktorów znamy tych wybitnych ludzi teatru przeszłości, którzy codziennie rano głośno czytali tekst, traktując to jako wprawkę, etiudę, tak, jak musza to robić, np. pianiści, którzy dla utrzymania biegłości technicznej codziennie ćwiczą palcówki.

Zjawisko upadku kultury słowa ma szersze aspekty i przyczyna tego stanu leży nie tylko po stronie wykonawców, aktorów. Działa tu swoiste zjawisko popytu i podaży; nie ma zapotrzebowania na piękną mowę, więc nie ma potrzeby ćwiczyć, dbać o poprawność; nie ma pięknego języka na scenie, po co ma być w życiu. Źle mówiący wcale nie kompromituje się mówiąc niepoprawnie. Poza tym brak wybitnych mówców, zdolnych umiejętnością wygłaszania swych racji przekonać przeciwników. Czy słyszy się piękny język w teatrze, na estradzie, w tzw. środkach masowego przekazu? Obowiązuje styl mówienia wzięty z życia, błyskotliwy, naturalistyczny.

Nie może być artystycznej recytacji bez opanowanej techniki mówienia, bez wyszkolonej prawidłowej emisji, uregulowanego oddechu, prawidłowej fonacji, postawionego głosu. Te środki musimy opanować i umieć nimi operować. Te środki trzeba wykorzystywać dla uzyskania odpowiedniego wyrazu. Mając za sobą techniczną stronę mowy poprawnej dochodzimy do środków interpretacyjnych, służących do najlepszego wyrażania treści mówionego tekstu. Słowo zinterpretowane ma określony wyraz, ekspresję. Posługując się środkami interpretacyjnymi wypracowujemy taki kształt słowa, który pozwoli wyrazić najlepiej i najpełniej ideę wiersza. Obiektywny walor tekstu zostaje dopełniony indywidualnym wkładem interpretatora. Wszystko, co należy do pojęcia interpretacji, stanowi istotną różnicę wartościującą: czy tekst jest powiedziany lepiej czy gorzej, czy robi na słuchaczu wrażenie czy nie. Szersze i bardziej uchwytne jest  pojecie interpretacji  w teatrze. Przy współczesnym sposobie interpretacji teatralnej widzimy zdecydowane różnice między przedstawieniami tych samych sztuk na różnych scenach. Dziś chodzimy do teatru nie tyle „na sztukę”, co w celu zobaczenia, jak ona została wystawiona, zinterpretowana. I co więcej: jak zostało zinterpretowane słowo przez artystów, czy odpowiada ono założeniom przyjętym w inscenizacji

Ciekawe jest zestawienie sposobu wygłaszania Wielkiej Improwizacji, czy monologu Hamleta: „Być albo nie być”, w różnych spektaklach, przez różnych aktorów. Sztuka recytacji, sztuka artystycznego mówienia różni się od sztuki teatralnej interpretacji właśnie stopniem używania środków pozasłownych. „Granie tekstu” w recytacji jest stosowaniem środków, które w pojęciu recytacji nie mieszczą się. Środki wyrazu artystycznego w recytacji to: iloczas, siła, wysokość, barwa, wyrazistość słowa, wyrazistość frazy, pauza artystyczna… Umiejętne stosowanie tych środków daje szanse stworzenia z każdego dobrego tekstu poetyckiego nowej jakości artystycznej: dzieła sztuki recytatorskiej. Chodzi tylko o to, by te środki poznać, opanować, uświadomić w sobie i stosować. Tutaj leży cała zagadka sztuki recytatorskiej. Tymczasem poznawaniu tych środków poświęca się najmniej uwagi. Sportowiec uprawia wiele ćwiczeń: gimnastykę, biegi, podnoszenie ciężarów, mimo, że jest biegaczem na krótkich dystansach, czy oszczepnikiem; pianista codziennie ćwiczy palcówki, a recytator? Trener sportowców daje rozmaite ćwiczenia dodatkowe, które pozwalają uzyskać najlepszy wynik. W recytacji też chodzi o takie ćwiczenia – tylko czy je robimy?

Aktor francuski przez całe życie ćwiczy dykcję. Ilu aktorów w Polsce ćwiczy? Wierzcie, że samo ćwiczenie roli, na dykcję, zajmuje wiele, wiele godzin, jeśli słowo ma błyszczeć tak, jak np. we  Francji błyszczały u pierwszego lepszego wiecowego mówcy…

Odpowie ktoś: Ależ to każdy wie! Na to odpowiem: U nas w Polsce każdy wszystko wie, , tylko nikt tego nie robi. Każdy wie, że higiena jest ważna, ale mydła wychodzi u nas tyle co w Albanii. Na scenie polskiej panuje niechlujstwo gestu, przypadkowość akcentu, anarchia reakcji…(S. Jaracz: „Sztuka aktorska i praca aktora”)

W innym miejscu Jaracz powiada: Choć każdy człowiek posiada instrument, z tego wcale nie wynika, że potrafi na nim grać, jak nie wynika wiedza z posiadania biblioteki, czy muzyka z posiadania fortepianu…I nie wystarczą najwspanialsze warunki…Granie na pile może nam dać rozkosz, partolenie na najlepszym Bechsteinie może doprowadzić do zbrodni…

Trzeba więc ćwiczyć. Zdobywać umiejętność operowania środkami wyrazu artystycznego. Bo recytacja jest sztuką trudną i nawet w naszych zagonionych czasach trzeba znaleźć siły na te ćwiczenia. Wtedy uniknie się potrzeby efektów zewnętrznych. Musimy uświadomić sobie potrzebę stosowania odrębnych środków wyrazu dla każdego tekstu. 

Różnice interpretacyjne a nie nazwisko autora tekstu winny być tym elementem, który odróżnia jedną recytację od drugiej. Nie trzeba już obawiać się zarzutu, że recytator „wysuwa się” przed autora: należy żądać, aby to robił. Pisarz tworzy tekst, recytator tworzy dzieło sztuki odmiennej, recytatorskiej. Musimy być w tych poszukiwaniach odważni. 

Z czego wynika stosowanie takich, a nie innych środków wyrazowych?

Wynika z wiedzy o utworze, autorze, epoce, społeczeństwie współczesnym, wynika z naszych możliwości instrumentu głosowego oraz z naszych środków ekspresji, czy i jak je opanowaliśmy i jak potrafimy nimi operować. Ale nie tylko! Wynika to również z naszego odczuwania, z naszej wrażliwości, umiejętności kojarzenia. Sumą wykorzystania tych dwóch elementów uchwytnego i mniej uchwytnego będzie nasze dzieło: recytacja. Do każdego wiersza trzeba mieć odpowiedni sposób, klucz, którym powinno się ten wiersz otwierać: ten klucz to właściwy dobór środków wyrazu, środków interpretacyjnych. Szukać elementów muzycznych zawartych w tekście, sugerowanych przez autora, czy kojarzących się z danym utworem: im to skojarzenie będzie bardziej zaskakujące, tym lepiej!

Wiadomo już jak zaśpiewać wiersz Białoszewskiego „Karuzela z Madonnami”, bo robi to Ewa Demarczyk. Ale jak ten wiersz powiedzieć? Jakim kluczem go otworzyć? Ta obracająca się płyta daje skojarzenia. Ale czy to jest droga?… Dziś trzeba zdobywać środki wyrazu wszędzie, gdzie tylko istnieje szansa. Dlaczego nie uczyć się od dobrych kompozytorów, piszących piosenki do tekstów literackich. Czy np. kompozycje Z. Koniecznego do tekstów Leśmiana, Białoszewskiego, Baczyńskiego, nie są godne, aby z nich czerpać inspiracje dla uzyskania właściwego wyrazu. Oczywiście nie po to, by śpiewać te wiersze. A może właśnie dla skojarzeń, które wynikną gdy będziemy opracowywać inne utwory: dla skojarzeń rytmicznych, elementów muzycznych.

Dziś, w okresie wielkiego zainteresowania piosenką, muzyczny sposób interpretacji jest pożądany: nie tylko wtedy, gdy tę muzykę sugeruje konstrukcja „Ballady z makaty” Białoszewskiego, ale również przy wygłaszaniu wierszy Różewicza czy Herberta, które tej muzyczności nie sugerują wprost. Należy szukać środków wzbogacenia i interpretacji wszędzie. Bogata, wszechstronna, współczesna analiza wiersza winna być dużą pomocą. Nie ta szkolna, literacka analiza, ale metoda skojarzeń, jaką np. proponuje „Gazeta Krakowska” w stałej rubryce: Myślenie wierszem (redaguje Zbigniew Szatkowski w każdą środę). To  duża pomoc i przyjemność przeczytać komentarz do wiersza Różewicza „List do ludożerców”, czy Gałczyńskiego „Straszna ballada wielkanocna o zatopionej szynce”. A jak bardzo może to „myślenie wierszem” przydać się recytującym?

Uczmy się na błędach! Zawsze łatwiej uczyć się na błędach innych, więc podglądajmy występy innych recytatorów. Nawet niewystarczająca artystycznie recytacja, zła interpretacja może być pomocna, gdy chcemy zdobywać doświadczenie. Stąd obowiązkiem recytatora jest uczestniczyć we wszystkich okazjach, gdzie można słyszeć tak czy inaczej powiedziany tekst; słuchać radia i TV, nagrań na płytach. Mieć pokorę dla sztuki, ale w imię tej pokory mieć również odwagę proponowania nowych sposobów rozwiązania tekstu.

To jest jedyna twórcza droga rozwoju.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *