Przeciw recytatorom

SCENA

Bogusław Kierc

Muszę wyjaśnić, choć rzecz wydaje się oczywista. Dwa referaty wygłoszone na seminarium, które towarzyszyło Turniejowi Centralnemu XX Konkursu Recytatorskiego – Czesława Meissnera „ Rzecz o recytacji” i mój „Słowiarz i słownik” traktują niemal o tym samym – podobnie, choć z nieco innych pozycji. W zdumienie jednak wprawia zestawienie takich zdań: „Definicję tego sposobu, który nazywa się mówieniem tekstu dał Lech Śliwonik, pisząc, że „jest to głosowa kalka mówionego utworu i odczytanie możliwie najwierniejsze i na tę wierność jedynie nastawione”. Trzeba zatem odróżnić mówienie tekstu od recytacji. Tylko recytacje posiadającą wartość artystyczną można nazwać dziełem sztuki. Tak twierdzi Czesław Meissner. A natomiast w mojej wypowiedzi znajdziecie takie uwagi: „Ani Leśmiana, ani Przybosia, ani Karpowicza nie można recytować. Ich poezję trzeba mówić.”

A więc mówić czy recytować? A może jest to tylko sprawa nazwy? W pierwszej chwili i ja tak pomyślałem. Wydało mi się, że to, co ja nazywam mówieniem – Meissner nazywa recytacją, i odwrotnie: to co dla mnie jest recytacją, dla Meissnera jest mówieniem tekstu. 

Dziwi mnie to przewrotne nazywanie. Jeśli nawet założymy nieznajomość etymologii słowa „recytacja”, to i tak w powszechnej świadomości słuchowej dość często gości pojęcie cytowania. Łatwo można – zawierzywszy choćby tylko naiwnej intuicji językowej – znaleźć źródłosłów recytowania. Ale być może recytacja odpłynęła już daleko od swojego źródłosłowu, i znaczy nie to, co znaczyła na początku. Dlaczego jednak to, co jest oczywistą recytacją nazywać pejoratywnie mówieniem tekstu (mimo, że jest nim bez emocjonalnej barwy tego określenia). Niewłaściwość nazywania recytacją sztuki mówienia wierszy razi nie tylko praktyków teatralnych, ale i poetów. Julian Przyboś proponował zastąpić recytatora leśmianowskim mówistą. Pisałem wiele na ten temat w „Głoskach i literach”, nie będę więc ponownie przedstawiał swoich racji. Tu chciałbym się zająć przede wszystkim pojęciem mówienia. Procesu, w którym mowa jest zarówno przekaźnikiem i przekazem tzw. „życia wewnętrznego”, czyli myślenia, wzruszeń, instynktów człowieka. Bardzo to ogólnikowo ujmuję, ale żywię nadzieję, że czytelnik zrozumie intencję tych ogólników.

Rewelacja głoszona przez Marshala McLuhana: przekaźnik jest przekazem – przynajmniej w dziedzinie żywej mowy wydawała mi się tak oczywiście pewną, że z niejakim zażenowaniem powołuję się na nią teraz. Niestety, bez żadnego wysiłku można wskazać niezliczone dowody na „przekaźnikowe” traktowanie żywej mowy. Najwięcej znajdziecie ich na ścieżce dźwiękowej polskiego filmu, na polskich ścieżkach filmów importowanych, w świątecznie okazjonalnych audycjach poetyckich Polskiego Radia, w Ogólnopolskim – tak, tak – Konkursie Recytatorskim…

To – jak je nazwałem – „przekaźnikowe” wygłaszanie jest właśnie recytacją. Recytacją nie tylko zapisanego tekstu, ale i powszechnie stosowanych modeli intonacyjnych tekstowi temu odpowiadających. W tym względzie dąży się także do artystycznej poprawności zagwarantowanej spełnieniem następujących warunków (cytuję Meissnera): „znajomości literatury i krytyki literackiej(…), wrażliwości odbioru dzieł literackich, umiejętności ich wyboru i dokonania logicznej analizy, znajomości zasad fonetyki, poprawnej wymowy, pracy nad techniką głosu i techniką wymowy, znajomości swojego temperamentu, psychiki, swoich walorów głosowych i dykcyjnych (lub ich braku), gdyż dobór repertuaru zależeć musi od osobistych predyspozycji, ukształtowania swojej inteligencji poprzez stałe stawianie sobie problemów, poprzez próby dania na nie odpowiedzi, pracy nad doskonaleniem (w materiale głosowym) swoich wrażeń i przemyśleń wynikających z analizy dzieła literackiego”.

Uważam, że pierwsze warunki – ze znajomością praw fonetyki i poprawnej wymowy włącznie – dotyczą każdego kulturalnego Polaka na licealnym etapie rozwoju intelektualnego. Następne natomiast dziwnie kojarzą mi się z programem szkoły teatralnej z moich czasów studenckich jeszcze; nie jestem przekonany – choć może to herezja? – o ich konieczności, a co więcej – i tu musze być przygotowany na ekskomunikę – jestem przeciw stawianiu tych warunków.

Podczas wspomnianego seminarium ktoś zaproponował usunąć z repertuaru Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego prozę, motywując to niewypracowaniem(!) metody recytowania utworów prozatorskich. Przewrotność przypadku sprawiła, że najciekawsze osobowości objawili w Turnieju Centralnym właśnie mówiący prozę! Ja na tym seminarium nie wytrzymałem i zawołałem: całe szczęście, że nacisk dwudziestu konkursów nie wykroił sztancy metodycznej dla wygłaszania prozy! Wypracowania w szkółce recytacji wierszy są celująco poprawne. Owocność zasług sprowadziła klęskę urodzaju.

Powiedziano raz i powtarzano niezliczenie, że arcydzielna proza jest także poezją. Chętnie godzę się z ta przesadnią, gdy czytam prozę Tomasza Manna, Joyce’a, Hemingway’a, Gombrowicza, Schulza, Białoszewskiego, Buczkowskiego, Themersona… Mówiącym tę prozę udaje się często osiągnąć to, co dla mnie jest warunkiem podstawowym: sposób mówienia tekstu literackiego nie wyodrębnia się z całości mowy głosiciela. Nazywam całością sumę jego ludzkich doświadczeń odciśniętą w głosie, w artykulacji, oddychaniu, itd… Powiem prościej. Wyobrażam sobie sytuację w trakcie bezpośredniej rozmowy, kiedy mój przyjaciel wypowiada tekst literacki tak, że ja nie spostrzegam granicy między jego słowami a słowami poety, bo te słowa już są mową mojego przyjaciela. On mówi do mnie, mówi ku mnie – nie recytuje.

Są tacy mistrzowie, którzy starają się podobny efekt osiągnąć pewną sztuczką aktorską: po prostu recytują swój sposób naturalnego mówienia. A nie o to przecież idzie. Jeśli ów rodzaj głębokiego porozumienia przez język cudzego tekstu uparcie nazywam mówieniem, to właśnie dlatego, że uważam je nie tylko za przekaźnik słów poety, wrażliwości mówiącego, jego inteligencji, kultury, talentu itp., ale że jest przekazem tego tu i teraz słyszalnego aktu życia jednego, wyjątkowego w tej chwili, człowieka. Obojętne czy nazywa się on Artur Barciś czy Tadeusz Łomnicki.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *